2011-08-12 17:25:19 >> Social media ... stinkhttp://geekfeminism.wikia.com/wiki/Who_is_harmed_by_a_%22Real_Names%22_policy%3F
Link jak wyżej. I jeszcze ten miły człowiek (or not człowiek) ma coś ciekawego do powiedzenia w tym temacie:
Wszystko wskazuje, że wracam na bloga. Po różnych perypetiach z :
- twitterem
- fejsbuniem (z przymusu, z niechęcią i obrzydzeniem)
- g+ (g***o plus ??? człowiek się zastanawia)
doszedłem do wniosków iż :
- pomysł z WŁASNĄ stroną, WŁASNĄ domeną i WŁASNĄ usługą pocztową był zaiste słuszny
- there is no free lunch, a nawet firma (korporacja), która ZDAWAŁA się być najsensowniejsza z nich wszystkich ma takie tony za uszami, że ja się dziwię nienaruszoności ich karków
Poza tym jak już ktoś mądrze napisał i nawet książka o tym jest (http://www.databasenation.com/home.htm) i żeby to jedna (http://craphound.com/littlebrother/) wszyscy krążący po sieciuni są zagrożeni śmiercią prywatności.
A teraz różni frajerzy usiłują wmusić ludziom, żeby posługiwali się legalnymi imionami i nazwiskami zamiast pseudonimów. Ok, można by stwierdzić. Chodzi o elementarną uczciwość w kontaktach międzyludzkich itd itp W końcu człowiek na drugim końcu kabelka nie widzi twojej gęby i nie może mieć gwarancji, że w istocie rozmawia z Zuzią lat 13, a nie Markiem lat 48.
Toteż takie potwory co to mają ochotę udawać różne Zuzie powinny nie mieć takiej możliwości. Jak bardzo nie byłbym przeciwny udawaniu Zuzi w celach kryminalnych (co powinno być wykryte, udowodnione i sądownie ukarane) to naprawdę uważam, że jeśli Ahmed lat 34 udaje Zuzię lat 13, bo jakby nie udawał to a) wsadzą go do paki za poglądy polityczne b) rodzina wypieprzy go z domu bo jest gejem c) pracodawca go wyleje bo organizuje strajki d) naprawdę cholera jasna lubi pierdz....one KUCYKI, jest cholernym znawcą tematu, ale niekoniecznie ma ochotę, żeby wiedziała o tym cała dzielnica, to powinien do diabła mieć do tego prawo.
Korzystanie z dowolnej formy kontaktów międzyludzkich zakłada poniekąd NIEKIEDY nawet korzystanie z mózgu. A nawet (bossshhh!) takiego wynalazku ewolucji gatunku homo czasami nawet sapiens jak zdrowy rozsądek.
W dodatku internet nie jest pierwszym i jedynym medium komunikacyjnym, w którym trzeba na wiarę przyjąć, że ten, co do Waszmości komunikat wystosowuje jest dokładnie tym, za kogo się podaje. Przypomnę, że podobnie jest i było w przypadku listów.
Owszem nadawca Sulejman Wspaniały może być podejrzany to już A. Mickiewicz nie będzie. Nawet jeśli był kiedyś taki pisarz to pani Adela ma pełne prawo poslugiwać się swoim imieniem i nazwiskiem alibo i pseudonimem literackim, estradowym itd. Nie oznacza to bynajmniej od razu, że Adela jest Adelą bez cienia wątpliwości. Odbiorca może jednynie zakładać, że to pani Adela ten list napisała, a nie ktoś, kto perfidnie jej imię, nazwisko i znajomość z odbiorcą wykorzystuje. Dlatego nawet w wersji analogowej ostrożność (nawet niekoniecznie posunięta do paranoi tylko taka zwykła wersja podstawowa) jest zwyczajnie wskazana.
W dodatku pani Adela sama nawet będąc autorką i nadawcą swojego listu też niekoniecznie musi być Adelą. Może na ten przykład rodzice nadali jej Kunegunda albo i Krystyna, a ona nie życzy sobie - z dowolnego powodu - być Kunegundą Mickiewicz czy Krystyną Mickiewicz.
Jeśli nikomu z tego powodu nie dzieje się krzywda, to czemużby nie miałaby być Adelą? Owszem w sprawach urzędowych, jako że biurokracja nieprzyjazna człowiekowi i zacofana jest, może dalej będzie Kundegundą, ale wszyscy normalni ludzie mają święte prawo, a czasem nawet wskazanie (żeby nie powiedzieć obowiązek) pani Adeli nie Kunegundzić skoro sama zainteresowana sobie tego nie życzy.
Elementarna uczciwość i uprzejmość międzyludzka.
Czy ja jestem uczciwym człowiekiem? Śmiem twierdzić, że tak. Nie gwałcę kanarków i nie zjadam staruszek. Albo na odwrót.
Czy ja mam coś do ukrycia? JAK CHOLERA całe mnóstwo.
Jakbym chciał wystawić całe swoje porąbane życie na widok publiczny startowałbym do jakiegoś reality show, a nie tylko niezobowiązująco popuszczał sobie wentylka na temat spraw, które mnie (bez skojarzeń) ruszają, ku uciesze osób, które mają ochotę to czytać. Bynajmniej nie każę im się legitymować dowodem osobistym, co by mogli z tej przyjemności skorzystać.
Czego swoją drogą nie mógłbym zrobić, bo o ile mnie pamięć nie myli to wylegitymować mogą mnie czy kogokolwiek innego wyłącznie do tego uprawnione firmy w rodzaju policji. I nadal o ile pamięć mnie nie myli i nie mam jakiegoś napadu ignorancji to Google ani Facebook do nich nie należą.
Co innego, że posiadanie prawdziwych imion i nazwisko użytkowników obu tym firmom sprawiłoby wielką radość, bo nie ma chyba na świecie czegoś równie cieszące dla firm marketingowych jak dane osobowe. I choćby tylko dlatego powinny być chronione.
że nie wspomnę o opresyjnych rządach (jak stany)
o stalkerach
złodziejach
włamywaczach
seryjnych zabójcach (im to pewnie jeszcze zdjęcie by się przydało)
gwałcicielach (jak wyżej, zdjęcie poproszę)
... i tak dalej
skomentuj (5) |
|
|||||||